Nostalgia..

I oto znów mnie dopadła. Objęła splotem swoich rąk i trzyma mnie w swoich ramionach. W jednej dłoni ma bezsens czegokolwiek w drugiej pogodę, którą uprzykrza życie Dołuję i udaję.. Choć na wierzchu wciąż żywy w środku uśpiony. Bez huśtawek emocji, bez powiewu wiatru świeżości, w spokoju serca, bez pragnień, nie czekam na to co będzie lecz przemijam.

A jednak wciąż wierzę. Być może już niebawem powiew ciepłego wiatru przyniesie mi nieoczekiwane. Zniknie beztroska a żyłach wartkim strumieniem znów popłynie tętniąca krew. Żywy i temperamentny zew Słowianina znów zawita w moim sercu i umyśle. Znów będę mógł każdego dnia odkrywać coś nowego, znów stanę się tym nieokiełznanym i wolnym od wszelkiego człowiekiem.

Tymczasem przebywam kolejne dni, które numerycznie odrywam wraz z kartami kalendarza. A czas płynie nieubłaganie. Z rana „datownik” jest pełen a wieczorem brak w nim już stronic. A ja wciąż ponda 3 dekadowy głupiec – nie wiem co w życiu trza robić.