Smutek serca

Ostatnio dopadło mnie dziwne uczucie. Mimo wielu zawirowań w moim życiu, a raczej czyimś (ja jestem tylko naocznym uczestnikiem) moje serce przepełnia dziwny smutek. Coś w rodzaju beznadziei. Sprawia to, że nic nie daje mi radości, co gorsza codzienne życie coraz bardziej mnie przygnębia. Raczej nie jest winna temu ani pogoda ani jakaś tam sytuacja państwowa. Chyba sam doprowadzałem i w końcu zaprowadziłem siebie do tego stanu.

Przepełnia mnie pustka. Nie ma w mojej duszy miejsca ani na radość ani na smutek. Pozostaje to beznadziejne zero, stan letargu/ hibernacji, z którego próżno szukać ucieczki. Nie mam już obrony przed takim stanem. Własne ja mówi mi, żebym pogodził się z faktem dokonanym. Mówi mi, żebym pochylił głowę i poddał się.

W głębi duszy nie chcę tego stanu a jednak nie umiem go uniknąć. Tkwię w nim coraz bardziej. Najgorsze jest to, że tak może wyglądać reszta mojego życia. Mogę stać się kolejnym gościem z nagrobkiem, który nie realizował siebie w pełni. Tu spoczywa kolejny pan x – ujednolicona jednostka społeczna. Człowiek jakoś sobie radzący i żyjący. Czy nie lepiej zostać całkowitym nieudacznikiem w przekonaniu innych a samemu nieubłaganie przeć by być kompletnie sobą. Z drugiej jednak strony, co należy zrobić by wiedzieć kim się jest. Czy trzeba podróżować, medytować czy też poddać się fali swojego codziennego życia – nie potrafię odpowiedzieć na te pytania.

W tym smutku serca nie potrafię już uczestniczyć w wyścigu szczurów. Pieniądze, miłość, marzenia i inne rozkosze tego świata przestają mieć dla mnie znaczenie. Nie będę o nie walczył i zabiegał. Jestem już na to chyba za stary. Rywalizacja nie jest dla mnie. Wolę zatrzymać się i tym samym cofnąć niż przeć naprzód jak rwąca rzeka. Jestem jak starorzecze, które jeszcze jest ale z biegiem czasu zarośnie, zamuli się i wrośnie w monotonny pejzaż krajobrazu. Ale kto wie, może na tym polega życie?! – albo to kolejne kłamstwo, które sobie wmawiam. Nieistotne…